Wróć do wpisów

Czwartek, temat: telewizja sprzed lat

Czwartek, temat: telewizja sprzed lat

Zajęcia z improwizacji zaczynają się zawsze tak samo. Pada temat. Jedno hasło, czasem tytuł, i tyle. W ten czwartek wzięliśmy na warsztat stare telewizyjne formaty - „Rozmowy w toku", „Randkę w ciemno" i kilka innych programów, które kiedyś oglądała cała Polska.

To właściwie wszystko, co ktokolwiek wiedział przed startem. Format daje ramę: wiadomo, że jest prowadzący, są goście, jest publiczność. Ale co powiedzą, jaki będą mieli problem i czym się to skończy - tego nie ustalał nikt.

Co z tego wyszło

Różnie, szczerze mówiąc.

Byli prowadzący, którzy wczuli się w rolę zdecydowanie za bardzo. Byli goście z problemami, o które żaden rozsądny człowiek by nie zapytał. Były randki, na których po pięciu minutach dało się zobaczyć na twarzy uczestnika pytanie „dlaczego ja tu jeszcze siedzę". I historie, które z każdą kolejną minutą robiły się coraz mniej prawdopodobne.

Nikt tego nie ustalił wcześniej. Ktoś rzucił pierwsze zdanie, ktoś inny dołożył swoje i po kilkunastu sekundach było już jasne, w jakim programie siedzimy. Reszta grupy oglądała to z boku, ze śmiechem w tle - tym cichym, który wchodzi w scenkę, ale jej nie przerywa.

Najciekawsze jest to, że nikt nie próbował być zabawny. Śmiech pojawia się sam, zwykle wtedy, gdy druga osoba mówi coś zupełnie innego, niż się spodziewaliśmy, a my musimy z tym natychmiast coś zrobić.

Dwie godziny w innym trybie

Zajęcia trwają dwie godziny i przez ten czas trudno myśleć o czymkolwiek innym. Trzeba słuchać, co mówi druga osoba, i odpowiadać od razu, więc na rozmyślanie o niedokończonym mailu zwyczajnie nie ma miejsca.

To dość rzadki stan. Nikt tu nikogo nie ocenia, nie ma dobrej i złej wersji scenki, liczy się najbliższych kilkanaście sekund. Wychodzi się rozluźnionym i rozbawionym - i dla wielu osób to w zupełności wystarczający powód, żeby przychodzić.

Reszta dzieje się trochę mimochodem.

Co zostaje na dłużej

Improwizacja opiera się na jednej zasadzie: przyjmujesz to, co powiedziała druga osoba, i dokładasz do tego swoje. Nie negujesz, nie poprawiasz, nie czekasz na lepszy moment. Reagujesz na to, co jest.

Brzmi jak ćwiczenie sceniczne, ale w praktyce trenuje coś bardzo codziennego. Na co dzień większość z nas filtruje zdania, zanim je wypowie. Sprawdzamy, czy to na pewno mądrze zabrzmi, czy nikt się nie skrzywi, czy to dobry moment. Na spotkaniu w pracy pomysł potrafi zostać w głowie do końca, bo nie było pewności, czy warto go rzucić.

Na zajęciach nie ma na to czasu. Trzeba powiedzieć coś teraz, a nie za trzy sekundy, gdy będzie już gotowe i przemyślane. Po kilku takich wieczorach mówienie bez wcześniejszej autokorekty przestaje być takie straszne.

Podobnie jest z wychodzeniem na środek. Wiele osób unika publicznych wystąpień nie dlatego, że nie ma nic do powiedzenia, tylko dlatego, że nie lubi być oglądane. Tutaj wychodzi się przed grupę co tydzień, a stawka jest zerowa - scenka trwa kilka minut i nikt jej nie ocenia. To bardzo łagodny sposób na oswojenie się z sytuacją, w której patrzy na Ciebie kilkanaście osób.

Nie obiecujemy, że po miesiącu poprowadzisz konferencję. Ale swoboda, którą się ćwiczy, udając prowadzącego talk-show, zwykle zostaje na dłużej niż na te dwie godziny.

Praktycznie

Zajęcia z improwizacji odbywają się w każdy czwartek o 17:00 i 19:15 w Akademii Molki, ul. Pniewskiego 1/5 w Gdańsku-Wrzeszczu.

Nie trzeba mieć doświadczenia ani przygotowania. Wystarczy się zapisać i zobaczyć, jaki temat padnie tym razem.
Dowiedz się więcej