Sztuka pod ręką - czyli jak z gazet i folii bąbelkowej zrobić dzieło sztuki

Zastanawialiście się kiedyś, czy naprawdę można stworzyć coś z niczego? My już wiemy, że można.
16 czerwca odbyły się u nas warsztaty „Sztuka pod ręką". Uzbrojeni w nożyczki, klej, gazety, rolki po papierze, farby, bibułę, mazaki, folię bąbelkową, kartony i mnóstwo innych rzeczy, które na co dzień lądują w koszu - wspólnie stworzyliśmy małe dzieła sztuki.
Plakaty powstawały na żywo. Bez planu, bez szkicu, bez zastanawiania się, czy „wyjdzie ładnie". Takie, które rodzą się pod wpływem chwili, natchnienia i podpowiadania sobie nawzajem: a może przyklej to tutaj?, daj tę gazetę, mam pomysł.
Dwie godziny, w których wydarzyło się więcej, niż planowaliśmy
Na warsztaty przyszły osoby, które wcześniej się nie znały. Na wstępie prawie każda z nich przyznała, że trochę się boi - że nie ma talentu plastycznego, nie umie rysować, nie ma wyobraźni. Patrząc później na efekty ich pracy, kompletnie nie dało się tego zauważyć.
Obawy zniknęły dość szybko - mniej więcej w momencie, w którym wszyscy sięgnęli po nożyczki. Trudno stresować się własnym brakiem talentu, kiedy ręce są już zajęte wycinaniem i klejeniem.
A przy okazji dzieje się jeszcze jedna rzecz, chyba najfajniejsza w takim wspólnym tworzeniu: rozmowa zawiązuje się sama. Nie trzeba jej wymyślać. Zaczyna się od „podasz mi klej?", a po chwili okazuje się, że siedzimy przy stole z ludźmi, o których wiemy już całkiem sporo.
Po dwóch godzinach zupełnie obce sobie osoby rozmawiały tak, jakby znały się od dawna.

Teatr, którego nikt nie zaplanował
Na koniec zrobiliśmy wspólne podsumowanie. Każdy opowiadał, co widzi w swojej pracy i co ważniejsze, co widzi w pracach innych.
I wtedy wydarzyła się rzecz, która została z nami na długo.
Jeden z plakatów został przez grupę odczytany jako scena teatralna z aktorami. Autorka była zaskoczona - zupełnie nie planowała robić teatru. Nie miała takiego zamiaru, nie myślała o tym w trakcie pracy, sama tego na swoim plakacie nie widziała. Dopóki nie usłyszała tej interpretacji.
Bo okazało się, że teatr i zajęcia teatralne to duża część jej codzienności. Ręce zrobiły to, o czym głowa nie zdążyła pomyśleć.
To był moment, w którym chyba wszyscy zrozumieliśmy, po co właściwie robimy takie warsztaty. Nie po to, żeby powstał ładny plakat. Po to, żeby zobaczyć w nim coś, czego się o sobie nie wiedziało - czasem cudzymi oczami.
Co nam z tego zostało
Kilka rzeczy, o których warto pamiętać nie tylko na warsztatach:
- Kreatywność nie potrzebuje drogich materiałów. Potrzebuje odrobiny czasu i zgody na to, że nie musi wyjść idealnie.
- Najciekawsze pomysły pojawiają się wtedy, gdy przestajemy planować. Żaden z plakatów nie wyglądał tak, jak jego autor zakładał na starcie. I bardzo dobrze.
- Śmieci to często kwestia perspektywy. Żeby coś stworzyć, nie trzeba mieć wielkiego talentu - ale nie trzeba też wydawać setek złotych na profesjonalny sprzęt. Wystarczą rzeczy, które na co dzień omijamy w domu albo po prostu nie widzimy w nich żadnego potencjału. Karton po butach, folia bąbelkowa i stara gazeta potrafią zrobić więcej niż niejeden zestaw plastyczny.
- Warto posłuchać, co inni widzą w naszej pracy. Czasem powiedzą nam o nas więcej, niż sami byśmy zauważyli.
A potem każdy zabrał swój plakat do domu - już z zupełnie nową historią.
Chcecie spróbować?
Kolejnej edycji „Sztuki pod ręką" jeszcze nie mamy w kalendarzu - ale bardzo możliwe, że wróci. Jeśli macie ochotę dołączyć, obserwujcie nas i zaglądajcie do harmonogramu: gdy tylko pojawi się termin, damy znać.
A jeśli nie chcecie czekać - u nas cały czas dzieje się coś innego.
Warsztaty tematyczne, spotkania, zajęcia cykliczne.
Zajrzyjcie do kalendarza wydarzeń, na pewno znajdziecie coś dla siebie.
Miejsce: ul. Pniewskiego 1/5, Gdańsk-Wrzeszcz
Do zobaczenia przy wspólnym tworzeniu!